Mikołaj Kwiatkowski – „Marian Zdziechowski – wileński pesymista”


Urodzony w. 1861 r. Marian Zdziechowski należał do grona wybitnych chrześcijańskich myślicieli przełomu XIX i XX w. oraz czasów międzywojennych. Jego myśl przesiąknięta pesymizmem i przekonaniem o nadchodzącej katastrofie czyni go jedną z osób, które przewidywały okrucieństwo totalitaryzmów oraz II wojny światowej. Od polityki Zdziechowski stronił, cenił Józefa Piłsudskiego, który nawet rozważał zgłoszenie filozofa jako kandydata na prezydenta. Po zamachu majowym stał się krytykiem Marszałka i m.in. apelował o uwolnienie generałów więzionych przez sanację.

Zło

            Zrozumienie myśli Zdziechowskiego jest możliwe dzięki poznaniu jej podstaw, u których leżało przekonanie o realnej obecności absolutnego zła w rzeczywistości. Za św. Janem Ewangelistą powtarzał, że świat „w złym leży”, widząc w chrześcijaństwie religię, która wprowadziła takie przekonanie do filozofii. W ten sposób myśliciel postawił się w heterodoksji chrześcijańskiej przeciwstawiając się myśli św. Augustyna głoszącej, że „zło jest brakiem dobra”.

            Drugim fundamentem, który ugruntował poglądem Zdziechowskiego i pozwolił traktować go jako filozofa odpowiednio przewidującego przyszłość było przekonanie o kryzysie kultury europejskiej, związanym z załamaniem się podstawy cywilizacji Zachodu, za którą uznawał chrześcijaństwo. Objawem tego załamania był dla myśliciela zanik uczuć religijnych oraz kryzys religii, wynikający z powstającego w jej miejsce nihilizmu XX w. Skutkiem zaś tego załamania miała być nadchodząca katastrofa, którą przepowiadał w czasach II RP.

Katastrofizm

            Momentem, który Zdziechowski uznał za przełomowy i początkujący ów kryzys, była epoka renesansu oraz wytworzone przez nią pojęcia takie jak humanizm i antropocentryzm. Filozof wychodził z założenia, że człowiek ze swej istoty został stworzony na podobieństwo Boże, a całą rzeczywistość pojmował teocentrycznie. Renesans obalił ten naturalny porządek i postawiwszy człowieka w miejsce Absolutu rozpoczął zwrot przeciwko Bogu.

            Innymi przełomowymi wydarzeniami, w których zło objawiło się w dziejach, były rewolucje: francuska i bolszewicką. Szczególnym złem w tych kryzysowych momentach była walka z religią oraz okrucieństwo – wielkie nagromadzenie przemocy wobec człowieka. Zdziechowski uważał, że źródłem godności człowieka jest to, że został stworzony przez Boga na jego podobieństwo. Eliminacja tego poglądu stwarzała pustkę, którą wypełniała rewolucja, z jej pierekowką duszy, próbą stworzenia nowego człowieka, już nie homo religiosus, lecz masowego, wtłoczonego w mechanizm państwa, sterowanego ideologią. Eliminacja sfery najbardziej ludzkiej, czyli religijnej, degradowała człowieka do samej materii i biologii.  „Niszcząc ideę Boga – diagnozował Zdziechowski – niszczy tym samym idee człowieka jako istoty noszącej w sobie obraz i podobieństwo Boże. Myślą i duszą człowieka sięga ponad materię. Bolszewizm, wypleniając z jego duszy wyższe, idealne pierwiastki, deptał ją, plugawił, bestializował. Czy można wyobrazić sobie podlejszy cel?”.  W rewolucyjnej formie realizacji tego celu widział okrucieństwo czynione w imię diabolicznych ideałów. Społeczna wrażliwość filozofa łączyła się z empatią wobec wszystkich istot żywych. Aktywnie zwalczał myślistwo, sam przeszedł na wegetarianizm. Uważał, że „dla okrucieństwa nie ma i być nie może okoliczności łagodzących”.

            Innymi fenomenami, przed którymi ostrzegał myśliciel były „amerykanizm” (kojarzony z liberalnym kapitalizmem, w którym materia tryumfuje nad duchem) oraz nacjonalizm. W tym drugim dostrzegał zagrożenie dla chrześcijańskiego uniwersalizmu i zwycięstwo partykularyzmu gloryfikującego naród zamiast Boga. To wszystko skłoniło Zdziechowskiego do napisania słów: „Stoimy w obliczu końca historii (…) Ale uczucie eschatologiczne, które nawiedza nas w epokach wstrząśnień przygniatając ogromem nieszczęścia, nie uprawnia do opuszczenia rąk, jest uczuciem krzepiącym”. Nadzieję dla cywilizacji Zdziechowski widział przede wszystkm w odbudowie autorytetu Kościoła, jego roli społecznej oraz rezurekcji uczuć religijnych i samej religii.

Dziedzictwo

            Za życia Zdziechowskiego nie słuchano. Studenci uważali go za człowieka z innej epoki. Twierdzono, że nie odpowiada swoim czasom. Myśliciel zmarł w 1938 roku, w momencie, który można opatrzyć tytułem jednej z jego książek – „W obliczu końca”.

Czesław Miłosz, jego student na uniwersytecie wileńskim, uchwycił ten moment słowami w swoim bardzo późnym wierszu pt. „Zdziechowski”:

„Umarłeś w samą porę, twoi przyjaciele szeptali kiwają głowami: <Ależ miał szczęście!>

Spełniona przepowiednia, cokolwiek dotychczas trwało, zatonęło, tylko wieże kościelne sterczały chwilę nad otchłanią”.

Badając myśl chrześcijańsko-społeczną nie zapominajmy o Marianie Zdziechowskim, tak jak wielki poeta, który z czasem odkrył doniosłość poglądów swego profesora, dostrzegając w nim nie skostniałego moralistę, lecz przenikliwego mędrca.