Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej

Wojciech Turek – „Generał Józef Haller: biało-czerwony sztandar – to jedyne godło nasze”

Nawet osoby zorientowane w najnowszej historii Polski, spoglądając na genezę i dzieje II Rzeczpospolitej (1918-1939), ulegają wrażeniu, że nasi przodkowie dzielili się na zwolenników dwóch orientacji, dwóch obozów ideowo-politycznych, których twórcami i przywódcami byli dwaj wielcy politycy: Piłsudski i Dmowski.

W uproszczeniu, rzeczywiście tak było. Jednak, gdy powiększymy, przybliżymy sobie obraz przeszłości, oczom naszym ukaże się plejada barwnych (nietuzinkowych) postaci, które wywierały znaczny wpływ na ówczesnych Polaków: prowadziły ich do pracy lub do walki w interesie Polski. Przekonamy się, że pomnikowi politycy, których dzisiaj darzy się powszechną sympatią i którzy są rozpoznawani nawet przez osoby nie mające wykształcenia historycznego, w przeszłości niekoniecznie cieszyli się aż tak znaczną popularnością. Za to inni, dziś spoczywający na cmentarzach lub w kościołach i nie uhonorowani licznymi pomnikami – nieżyjący politycy, o których większość współczesnych Polaków niewiele może powiedzieć – w przeszłości niejednokrotnie byli dla wielu naszych przodków prawdziwymi autorytetami, podziwianymi wodzami i uznanymi przywódcami, o których opowiadano sympatyczne anegdoty. 

Opromieniona legendami postać gen. Józefa Hallera (1873-1960) doskonale ilustruje tę dysproporcję między historią pamiętaną przez potomnych, czyli przez nas, a historią jaką odtwarzamy na podstawie faktów, przekazów źródłowych, rozmaitych dokumentów. Legenda Piłsudskiego powstawała już za jego życia, ale początkowo Komendant nie cieszył się jednoznacznym uznaniem opinii publicznej. Przeciwnicy obozu piłsudczykowskiego, skupiający w pewnych okresach większość Polaków, przeciwstawiali mu postać Hallera, cieszącego się większą popularnością niż największy przeciwnik Piłsudskiego, Dmowski. Ten ostatni fenomen jest godny odnotowania: Dmowski, będący niekwestionowanym przywódcą obozu narodowego i reprezentujący Polskę na kongresie pokojowym w Paryżu odbywającym się na początku 1919 roku po zakończeniu I wojny światowej nie był bohaterem ludowych opowieści. Przeciwnie Haller, który – jako wódz naczelny wojsk polskich, „Błękitnej Armii” – przybywając z Zachodu do odrodzonej Polski w 1919 roku – ucieleśnił marzenie wielu pokoleń Polaków o wodzu, który na czele wojska wywalczy Polsce wolność. Generał Haller idealnie wpisał się wówczas w społeczne oczekiwanie, którego nie mógł spełnić Piłsudski, gdy 11 listopada 1918 roku po zwolnieniu z więzienia niemieckiego, przejmował władzę przekazaną mu przez Radę Regencyjną.

Drugim przykładem ilustrującym ogromną, „legendarną” popularność Hallera po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, było zajęcie na początku 1920 roku Pomorza przez dowodzone przez niego wojsko. Akcję zwieńczyła 10 lutego uroczystość  w Pucku „zaślubin Polski z morzem” i symboliczne wrzucenie pierścienia do „polskiego” morza. Trudno przecenić państwowotwórczą rolę tego symbolicznego gestu. Jest oczywiste, że Polacy potrzebowali symbolu, świadczącego o wypełnieniu się dziejowej sprawiedliwości a także o zapoczątkowaniu nowego etapu w dziejach narodu, po okresie stukilkudziesięcioletniej niewoli.  Generał Haller był współtwórcą „mitu założycielskiego” odrodzonego państwa polskiego. Ciąg dalszy stanowiła budowa Gdyni: najważniejsze obok zwycięstwa nad bolszewikami, osiągnięcie II Rzeczypospolitej. O sile oddziaływania gestu wykonanego przez Hallera, świadczy fakt zorganizowania przez komunistów podobnych uroczystości w Mrzeżynie i Kołobrzegu w dniach 17-18 marca 1945 roku, gdy Polska obejmowała w posiadanie ziemie zachodnie po Szczecin. Każde państwo i każdy naród potrzebuje takich symboli, wokół których ogniskuje się wyobraźnia zbiorowa i które wskazują dziejowy kierunek. Szkoda, że po 1989 roku w Polsce nie dokonał się zasadniczy zwrot, symbolizowany gestem, wydarzeniem, wypowiedzią konstytuującą „mit założycielski” III Rzeczypospolitej. Jeśli uznać za taki symbol wypowiedź Joanny Szczepkowskiej o „końcu komunizmu w Polsce”, to trudno nie skomentować: jakie państwo, takie symbole.  

W odróżnieniu od tych legend i symboli, które często nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością i których aktorami są bohaterowie „jednego dnia” czy też ludzie, których postawy lub czyny odbiegały od wyidealizowanego wizerunku na „użytek publiczny” – gen. Haller był taki, jakim go opisywała legenda, takim, jakim się jawił poprzez symboliczne gesty. Współcześni uważali, że właśnie z tego powodu nie zrobił kariery politycznej. Biograf Hallera, Marek Orłowski, wskazując, że generał nie dostąpił zaszczytu piastowania najwyższych stanowisk politycznych, uzasadnił ten fakt nie tylko brakiem stałej bazy politycznej, ale również nieprzygotowaniem formalnym i prostolinijnością generała. Haller był prywatnie taki, jakim jawił się słuchaczom w wystąpieniach publicznych i gestach: odwoływał się do wartości bliskich Polakom i do potrzeby pracy dla Polski, ale nie był ani wizjonerem politycznym, ani politykiem  biegłym w misternych kombinacjach. Był jednym ze zwyczajnych, a zarazem wielkich, Polaków-katolików.

Postać Hallera doskonale wpisuje się w przestrzeń pomiędzy Romanem Dmowskim a Ignacym Janem Paderewskim. Haller był związany z obozem narodowym, ale mniej więcej od 1935 roku identyfikował się z chrześcijańsko-demokratycznym Stronnictwem Pracy. Jako naczelny wódz „Błękitnej Armii” i Główny Inspektor Armii Ochotniczej w 1920 roku – dla narodowców był żywym symbolem przeciwstawianym Piłsudskiemu. W 1922 roku patronował koalicji narodowo-chrześcijańskiej zwanej „Chjeną”, a w 1926 roku sprzeciwił się zamachowi majowemu dokonanemu przez zwolenników Piłsudskiego. Odtąd przebywał w swoim majątku Gorzuchowo na Pomorzu, co również było symboliczne zważywszy, że przed zamachem majowym Piłsudski mieszkał w dworku w Sulejówku. Jeszcze na początku lat 30. Haller wspierał Stronnictwo Narodowe, a młodzież narodowa odwzajemniała się obchodami imienin Józefa Hallera w dniu, w którym cała oficjalna Polska czciła imieniny Marszałka. Jednak od 1936 roku Haller wspierał Front Morges, a po wybuchu wojny w 1939 roku i klęsce wojska polskiego, wszedł jako minister bez teki do rządu gen. Władysława Sikorskiego. W 1945 roku sędziwy generał zdecydował pozostać na emigracji, stając się jedną z postaci symbolizujących niezgodę na komunistyczne zniewolenie państwa polskiego. Wraz z częścią zwolenników ze Stronnictwa Pracy, słabnącego wskutek wewnętrznych rozłamów i podziałów, wspierał te ugrupowania niepodległościowe, w tym Stronnictwo Narodowe, które najpierw w 1949 roku utworzyły Radę Polityczną, a następnie w 1954 roku, skupiły się w Tymczasowej Radzie Jedności Narodowej, będącej w opozycji do urzędującego prezydenta RP na emigracji, Augusta Zaleskiego.

Wprawdzie wciąż był dla wielu emigrantów i byłych żołnierzy autorytetem, ale niewiele znaczył jako polityk. Wiek, stan zdrowia i okoliczności zewnętrzne sprawiły, że ostatnie lata życia spędził w osamotnieniu. Zdołał jeszcze podyktować pamiętniki, które pozostaną pięknym świadectwem życia na miarę chrześcijańskiego rycerza i cnotliwego patrioty. Zmarł w dniu 4 czerwca 1960 roku. Jak trafnie podsumował Orłowski, generał: „Urodził się, gdy czekano na niepodległą Polskę i zmarł, gdy czekano na ponownie niepodległą Polskę”. Jego prochy spoczywały na cmentarzu Gunnersbury do 1993 roku. Dnia 23 kwietnia tego roku zostały przeniesione do Polski i złożone w kościele garnizonowym św. Agnieszki w Krakowie.

W Gorzuchowie Haller pozostawił po sobie jeszcze jeden symbol: ufundowaną z własnych środków na górze św. Jana grotę Matki Boskiej, szczęśliwie istniejącą do dzisiaj, choć zasługującą, podobnie jak pozostałości dworu, na lepsze wyeksponowanie i wypromowanie.