Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej

Mikołaj Kwiatkowski – „Kim właściwie był Wincenty Lutosławski?”

Ekscentrycy nie mają w życiu łatwo. Często są nierozumiani lub mylnie rozumiani. Do ich grona zaliczał się z pewnością Wincenty Lutosławski. Wiemy to my dzisiaj, jak i wiedzieli to jemu współcześni, co zresztą nie było szczególnie trudne do spostrzeżenia. Był ziemianinem, poliglotą, człowiekiem światowym, ciągle w rozjazdach, a przy tym członkiem Ligi Narodowej, zaznajomionym dobrze z jej liderami, awanturującym się z krakowskimi konserwatystami i władzami Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz własną rodziną. Jednocześnie był wybitnym znawcą filozofii starożytnej, przenikliwym czytelnikiem Platona, osobą która ustaliła chronologię jego dzieł, działaczem społecznym – założycielem wpływowego stowarzyszenia „Eleusis” i wreszcie mężem hiszpańskiej poetki Sofii Casanovy. Lutosławski był do tego prawdopodobnie pierwszym joginem na ziemiach polskich, a z pewnością autorem pierwszego polskiego podręcznika do jogi.

            Życie filozofa można przedstawiać w powyższym trybie – jako bohatera mniej lub bardziej zabawnych anegdot lub mniejszych lub większych skandali i awantur. Jednakże w ten sposób nie wydobędziemy na jaw prawdy o Lutosławskim. Stworzymy jedynie pewną ułudę, wprowadzającą w błąd zjawę, nie zrozumiemy tego, czemu od jego śmierci, a w okresie III RP zwłaszcza, powstają o nim artykuły i książki, a jego dzieła nadal są wznawiane. Klucz do Lutosławskiego leży w jego myśli, którą uznawał za swoje opus vitae i z powodu której chciał być zapamiętanym.

Wyczekiwanie mesjasza

Kierunkiem ideowym, do którego często zalicza się Wincentego Lutosławskiego jest obóz  nacjonalistyczny i myśl narodowo-demokratyczna wywodząca się od Jana Ludwika Popławskiego, Zygmunta Balickiego i Romana Dmowskiego. Jest to w istocie pół-prawda. W sensie instytucjonalnym był działaczem narodowym, gdyż rzeczywiście pozostawał wieloletnim członkiem tajnej Ligi Narodowej w pierwszych latach XX w.. Z czasem, po wystąpieniu z niej przed I wojną światową, jego sympatia do tej formacji stopniowo malała, aż do kompletnego zerwania z nią w okresie II RP, jakkolwiek jeszcze podczas konferencji wersalskiej ściśle współpracował z delegacją polską, w której pierwsze skrzypce grali przedstawiciele endecji. Jednakże, Lutosławski nie był narodowcem w sensie ideowym –  prądem, który reprezentował był neomesjanizm, heterodoksyjna filozofia chrześcijańska.

            Podstawą jego intelektualnej refleksji był platonizm. Jego „wyznawcą”, a można bez żadnej tym mianem go nazywać, został w 1885 r., gdy podczas lektury dialogu Uczta doznał doświadczenia mistycznego i – jak sam opisywał – odkrył odwieczne istnienie własnej duszy zaczynając „wierzyć” w idee platońskie, do których próbował z czasem dostosować własną wizję chrześcijaństwa. Znajomość dorobku ucznia Sokratesa była u Lutosławskiego bardzo głęboka – później, pod koniec XIX w. dzięki zastosowaniu metody stylometrycznej udało mu się ustalić chronologię jego dzieł, i zyskać autentyczną międzynarodową sławę. Aż do śmierci w 1954 r. był częstym gościem zjazdów filozoficznych w Europie Zachodniej.

            Drugim filarem myśli Lutosławskiego była polska myśl romantyczna – mesjanizm. Niezależnie od stopnia naszego wykształcenia wszyscy znamy ten prąd intelektualny. O Adamie Mickiewiczu i Juliuszu Słowackim uczyliśmy się na lekcjach polskiego, co mogło stworzyć w nas mylne rozumienie tego pojęcia i redukowanie go do tylko jednego z tworzących go aspektów. Paweł Rojek, filozof i historyk idei pisze o interesującym nas fenomenie, w kontekście wykładów autora Pana Tadeusza w College de France: „termin <<mesjanizm>> miał odtąd oznaczać szeroko rozpowszechnione w tym czasie wśród polskich emigrantów przekonanie o nadchodzącej wielkiej odnowie świata w duchu chrześcijańskim, w której szczególną rolę miała odegrać Polska i cała Słowiańszczyzna”. Ponadto, dodaje, „po pierwsze, mesjanizm głosi konieczność radykalnej przemiany świata w duchu chrześcijańskim, po drugie przyjmuje wartość cierpienia zbiorowego, i po trzecie, uznaje istnienie misji dziejowych narodów”. Pierwszą z tych idei współczesny myśliciel określa millenaryzmem, drugą pasjonizmem, a trzecią misjonizmem. Wszystkie, w różnym natężeniu, znajdziemy u Lutosławskiego.

Filozofia wolności

Swoją filozofię Lutosławski określał mianem eleuteryzmu, czyli metafizyki spirytualistycznej, głoszącej, że byt, to co istnieje, ma przede wszystkim naturę duchową, wobec której rzeczywistość materialna jest wtórna. W kwestii poglądu na naturę człowieka głosił, że składa się on z dwóch monad: naczelnej – duszy, ustanawiającej świat jaźni, oraz niższej – ciała. Monada duchowa była samoistna, wolna i nieśmiertelna. Eleuteryzm swoją pełnię osiągnął w chrześcijaństwie, gdyż dopiero ono uznało indywidualną duszę za byt rzeczywisty i wolny oraz nauczało, że umożliwia ona indywidualne dążenie do zbawienia lub potępienia.

            Przechodząc do kwestii konkretnych, naród w ujęciu Lutosławskiego był wspólnotą przede wszystkim duchową, złączeniem podobnych do siebie i świadomych tego duchów. Kryterium przynależności narodowej więc miało charakter wolicjonalny – była to decyzja o swoistym poświęceniu się i zaangażowaniu w istnienie konkretnego narodu. „Narodowość jest gatunkiem duchów lub też pewnym charakterystycznym szczeblem w rozwoju ducha. Narodowość nie zależy od klimatu, topografii lub hipsometrii, ani nawet od pochodzenia mieszkańców. To pewien odrębny gatunek ducha wybiera sobie miejsce stosowne na ziemi, lub nawet na innych planetach, by urzeczywistnić swe narodowe ideały, stworzyć swój język, żyć swoją historią”. Wobec tej decyzji ducha uwarunkowania geograficzne, kulturalne i językowe były wtórne. Wspólnota ta miała stanowić najwyższą formę istnienia – być spełnieniem powołania każdej z dusz.

            Rozważając naturę narodu polskiego, Lutosławski doszedł do podobnych wniosków, co autorzy narodowo-demokratyczni, tzn. że charakter Polaków jest indywidualistyczny i to stanowi istotę kultury polskiej. Jednakże dalej, w postulatach, które z tej obserwacji poczynił, znacznie odróżniał się od myślicieli takich jak Dmowski, gdyż miał do tych ustaleń stosunek jednoznacznie pozytywny. W ujęciu filozofa Polacy zajmowali najwyższe miejsce w hierarchii wspólnot narodowych, gdyż w epoce I Rzeczypospolitej udało im się zbudować demokratyczną republikę, która dążyła do uszlachcania kolejnych grup społecznych i ustanawiania wolności w świecie.

            Jednocześnie Lutosławski był myślicielem postępowym, jednak w sposób specyficzny. Krytykując pojęcie postępu, które można rozumieć jako rozwój naukowy lub techniczny, pisał: „inny charakter miała historia przyszłości Mickiewicza, niestety zatracona. Wieszcz nasz liczył więcej na udoskonalenie sumienia ludzkiego, niż maszyn. Ten kierunek najlepiej odpowiada polskiemu duchowi – wykazać co będzie, jeśli rozpali się w ludziach sumienie i ukaże im obowiązki, jakie mają względem siebie i względem Boga. Bo to, co nas najwięcej razi w życiu współczesnym, to co nas najdotkliwiej boli, to chyba nie brak maszyn, lecz brak sumienia”. Misją Polaków w takiej sytuacji było prowadzenie ludzkości ku lepszemu jutru, stanowienie awangardy postępu, rozumianego jako rozwój moralny każdej ze wspólnot. Wyróżnienie Polaków miało wynikać z woli samego Boga, komunikującego się z wieszczami oraz poprzez przykład działań bohaterów narodowych polskich. W Ludzkości odrodzonej filozof pisał: „bez wpływu Opatrzności nie można pojąć ani historii narodów, ani nawet biografii jakiegokolwiek znakomitego człowieka. Doświadczywszy tego wpływu wielokrotnie na sobie, wierzę w to, że Opatrzność kieruje ludzkimi sprawami według pewnych planów, a ludzie mają moc opierania się tym planom i odkładania ich urzeczywistnienia, gdy nie chcą wiernie służyć natchnieniom, jakie otrzymują”.

            Wartościami, które Polakom zostały zadane były: tolerancja, wolność osobista, miłosierdzie, zasady chrześcijańskie, które zrealizowane miały gwarantować ogólnoludzką solidarność. Wypełnienie się dziejów, a więc jakbyśmy dzisiaj powiedzieli, modny od ostatniej dekady XX w. koniec historii, w filozofii Lutosławskiego miał polegać na ponadpaństwowej, harmonijnej i pozbawionej agresji współpracy konkretnych narodów. Postulowana współpraca miała być antyszowinistyczna i niezależna od instytucji państwa, gdyż to w tej instytucji  filozof widział źródło imperializmu, dążenie do ekspansji kosztem wolności i miejsca egzystencji innych narodów.

            Myśl Lutosławskiego, bez wątpienia utopijna, nie była odosobniona. Podobnie myśleli współcześni mu intelektualiści. Wykłady i wystąpienia Lutosławskiego cieszyły się w Krakowie wielką popularnością na przełomie XIX i XX w. oraz przed wybuchem I wojny światowej, gdy założył stowarzyszenie „Eleusis”. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości uległo to zmianie. Formuła mesjanistyczna napotkała pewną aporię, której nie mogła przezwyciężyć, a ponowny wybuch jej popularności nastąpił dopiero w okresie II wojny światowej, gdy cierpienie narodu polskiego ponownie poszukiwało racjonalnego wytłumaczenia.

            Odpowiadając więc na tytułowe pytanie, można przede wszystkim powiedzieć, że Lutosławski nie był osobą „ze swoich czasów”, był autentycznym romantykiem, niejako przeniesionym z I połowy XIX w., kiedy to wśród polskich myślicieli podobne poglądy, wśród nich również  i takie jak palingeneza i reinkarnacja były czymś powszechniejszym.