Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej

wPolityce.pl: prof. Żaryn o książce „Ochotnik”: Postać Rotmistrza Pileckiego stała się w ostatnim czasie symbolem naszych wartości

Każdy naród ma prawo do swojej wyjątkowości. Profesor Jan Żaryn o książce „Ochotnik. Prawdziwa historia tajnej misji Witolda Pileckiego”. We wrześniu 2020 roku nakładem wydawnictwa „Znak Horyzont” i Instytutu Pileckiego ukazało się polskie tłumaczenie publikacji Ochotnik. Prawdziwa historia tajnej misji Witolda Pileckiego autorstwa Jacka Fairweathera.

Jak ocenia Pan Profesor to, że książkę o Pileckim napisał brytyjsko-amerykański dziennikarz? Nie jest to monografia naukowa, a raczej publikacja z gatunku literatury faktu. Na Zachodzie została przyjęta bardzo dobrze, zdobyła prestiżowe nagrody. Jak wpisuje się ona w narrację o Polsce i widzenie naszej historii na świecie?

Prof. Jan Żaryn: Przede wszystkim jest to książka napisana przez korespondenta wojennego, reportażystę, który ma świadomość tego, że opowiedzenie tej czy innej historii wymaga od niego pilnowania rzetelnego warsztatu. Jak sam pisze, dociera do bardzo wielu źródeł, w tym do polskich archiwaliów. Ma dobrych tłumaczy, którzy mu dostarczają informacje pochodzące ze źródeł i opracowań na temat historii Polski, historii państwa podziemnego, konspiracji i polityki polskiej tamtego czasu. Ten zasób wiedzy jest ogromny. Dociera również do dzieci Witolda. To wszystko pozwala mu połączyć perspektywę wielkiej i małej historii, bo dotyczy zarówno historii światowej, jak i tej konkretnej postaci. I niewątpliwie bardzo umiejętnie potrafi przełożyć to na język publicystyczny, reportażowy. To nie jest ciężka literatura, to jest literatura w pewnym sensie z rozpisanym już w jakiejś mierze scenariuszem filmu przygodowego, a z drugiej strony – książka bardzo poważna.

Która w pewien sposób przybliża Polakom perspektywę zachodnioeuropejską w rozumieniu historii drugiej wojny światowej?

Autor wpisuje się w zastaną wiedzę zachodnioeuropejsko-amerykańską, brytyjską, co ma i swoje zalety, i wady. Mnie na przykład razi, że nie potrafi wejść w język, który odwoływałby się do polskiego doświadczenia drugiej wojny światowej. W narracji dominuje u niego pojęcie „naziści”. Sprawców tamtej fali nieszczęść, które wynikają z okupacji ziem polskich, nie umie i nie chce nazwać Niemcami. Kontynuuje narrację, że największą zbrodnią drugiej wojny był Holokaust, i niewątpliwie nie próbuje tego zweryfikować, pokazać, że zbrodnie na narodzie polskim są równie ważne i warte pochylenia się nad nimi. Jack Fairweather został wychowany w pewnym nurcie polityki brytyjsko-amerykańskiej, w którym, co widać wyraźnie, Holokaust jest traktowany jako nadzwyczajne ludobójstwo nieporównywalne do czegokolwiek innego. Być może gdyby Witold Pilecki zajmował się raportowaniem tylko o polskich nieszczęściach, a nie o żydowskich, nie zasługiwałby na większe zainteresowanie. Ja wiem, że to może zabrzmi niegrzecznie, ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, iż ta narracja nie wynika z winy autora, tylko autor stanowi część świata zachodniego, który nie jest odpowiednio przygotowany, by zrozumieć dzieje Polski, tak jak my je rozumiemy. Tym bardziej to wielka chwała dla Fairweathera, że wchodzi on w przestrzeń polską i nie gubi swojego wychowania. Bo dlaczego ma je gubić? To nie jest zarzut, a zrozumienie naturalnych ograniczeń. Autor jest człowiekiem kręgu brytyjsko-amerykańskiego, ma wiedzę wynikającą z jego ścieżki historycznej, którą podąża przez cały czas swojego życia. Próbuje jednak wkomponować w nią jakąś nowość, którą jest Witold Pilecki – Polak, katolik. I dobrze. Fairweather sam podkreśla, że Witold był wychowywany w tradycji ziemiańskiej i katolickiej, a więc zupełnie nieznanej autorowi. I to jest pewien obszar, przez który on sam musi się przeprawić, by zrozumieć Pileckiego przez pryzmat swojego spojrzenia, w którym druga wojna światowa to przede wszystkim Holokaust.

A czy to nie jest tak, że my też jesteśmy ukształtowani własną historią i nie potrafimy wyjść ze swoich ograniczeń? Przecież to nie dyskredytuje nikogo, że ma wiedzę taką, a nie inną.

Brawo! Wręcz odwrotnie: ja nie traktuję tego jako wady. Po prostu próbuję zrozumieć ograniczenia wynikające też z pewnej wyjątkowości każdego kraju, a w tym przypadku Polski. Na naszą wyjątkowość Jack Fairweather patrzy z perspektywy w 100 procentach zachodnioeuropejskiej.

Ale co to znaczy? Ta wyjątkowość? Każdy naród jest wyjątkowy na swój sposób.

To nie jest takie proste, żeby to zrozumieć. Narody są wspólnotami kulturowymi ograniczonymi w swojej wyjątkowości. Brytyjczycy, Amerykanie też mają własną kulturę, politykę historyczną, uwarunkowania wewnętrzne. I Brytyjczyk troszczący się o to, żeby zrozumieć narrację polską, nie przestaje być Brytyjczykiem, tak jak Polak nie przestaje być Polakiem, kiedy próbuje dotrzeć z polską wiedzą na obszar światowy, bardzo często przy tym spotykając się z ignorancją. Tu mamy przykład autora, który w przestrzeń polityki historycznej swego państwa wprowadza nowe treści, z jak najlepszą intencją przedstawienia nie tylko na terytorium własnego kraju, lecz także całego świata, tego, co się nazywa historią Polski, właśnie przez ukazanie fenomenu Witolda Pileckiego. To jest kapitalne zderzenie odmiennych perspektyw, świetna możliwość prowadzenia dialogu między szanującymi się tradycjami z różnych części świata. Powinniśmy się z tego tylko cieszyć.

Jestem nie tylko profesorem. Nazywam się Jan Żaryn i mam swoje poglądy. Jestem zwolennikiem tezy ideowej, że narody są przestrzenią, w której odbywa się proces rozumienia własnego dziedzictwa, i mają przywilej kultywowania tego dziedzictwa, choć przywilej ten rodzi niekiedy skomplikowane relacje z innymi podmiotami, narodami. Bo przecież każdy z nich ma prawo do swojej wyjątkowości i pielęgnowania swojego przekazu. Przekraczanie granic tych tradycji narodowych nie powinno polegać na odbieraniu możliwości prowadzenia własnej narracji, tylko na szukaniu zbliżenia przez rozumienie uwarunkowań.

Czyli? Proszę wytłumaczyć…

Na przykład ja, jako Polak, chcę przekazać wiedzę o Polsce i zderzam się z wieloma uwarunkowaniami, których nie rozumiem. Mam pretensje, że ich nie rozumiem, i w konsekwencji mam poczucie, że nie odbiera się należycie historii mojego kraju. I to jest błąd. Polega on na tym, że nie chcę szanować innego spojrzenia, w tym przypadku brytyjsko-amerykańskiego, i prawa do własnej tożsamości, postrzegania pojęcia wolności wypracowanego przez dany kraj na przestrzeni jego dziejów, związanego z jego kulturą i historią. Rotmistrz Pilecki jest odbierany w innym kraju przez pryzmat doświadczenia jego mieszkańców i rozumienie tego jest niezbędne do prowadzenia dialogu. Tutaj jest to dziennikarz brytyjsko-amerykański, który naprawdę robi wszystko, żeby wejść w tę przestrzeń polskiej tradycji, polskiego postrzegania rzeczywistości, by zrozumieć Witolda Pileckiego, a równocześnie przez jego osobę zrozumieć kulturę polską obecną w tym człowieku. Poprzez wzajemny dialog, przenikanie i ścieranie się różnych perspektyw zbliżamy się do zrozumienia fenomenu tradycji i kultury danego kraju.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że polityka historyczna to intencjonalne działania, których celem jest pozyskiwanie sympatii międzynarodowej dla naszej własnej historii, tożsamości i osiągnięć. Pytam nie bez powodu o politykę historyczną, bo jej nieumiejętne prowadzenie może doprowadzić do katastrofy. To, jak, o kim i dlaczego mówimy w przestrzeni międzynarodowej, ma niebagatelne znaczenie.

To rzeczywiście bardzo ważne, aby Państwo Polskie mogło prowadzić celową politykę historyczną, zarówno zewnętrzną, jak i wewnętrzną, adresowaną do społeczeństwa polskiego i do szeroko pojętej opinii publicznej świata. To istotne, aby przekaz budować rzetelnie, w oparciu o prawdę. A dotarcie do odbiorcy jest skuteczne, jeśli odczuwa on sympatię.

Dlaczego akurat sympatię?

Bo sympatia wzbudza w drugiej stronie zainteresowanie, otwartość, dobre nastawienie, ciekawość, a to z kolei daje szansę na zaprzyjaźnienie się z danym krajem, z jego historią.

Przez prezentowanie nie tylko ciekawych i kluczowych wydarzeń, lecz także i postaci?

Tak, wybitne postaci są nośnikiem ponadczasowych wartości, stanowią wzór do naśladowania. W przypadku Polski ta kolekcja osób jest przebogata. Mamy piękną historię, wzniosłą, budowaną na tej najwyższej wartości, jaką jest wolność.

A czy nie każde państwo dąży do realizacji właśnie tej wartości i nie dla każdego jest ona tą najważniejszą?

Oczywiście, że tak. Ale proszę zwrócić uwagę na to, że wolność towarzyszy Polsce od zarania dziejów i w niej – jako nas konstytuującej – odnajdowało się z pokolenia na pokolenie wielu Polaków. Warto podkreślić też, że sposób rozumienia wartości i model życia zgodnie z nimi nie był kształtowany przez obcych, nie był narzucany czy nadawany, a wypracowywany przez nas samych, przez wiele, wiele pokoleń. W XIX wieku nie mieliśmy państwa, ale mieliśmy tak silną kulturę oddziałującą na wyobraźnię, że wielu ludzi pochodzenia niemieckiego, żydowskiego, francuskiego czy należących do innych nacji, które mieszkały na ziemiach polskich, zakochiwało się nie w kulturze państw zaborczych, lecz właśnie w polskości. Niektórzy poświęcali dla niej całe swoje życie, a i ich wnuki, prawnuki do dzisiaj przekazują dalej tę silną narodową tradycję i historię. Umiejętność oddziaływania na inne grupy kulturowe jest nawet bardziej istotna wtedy, gdy państwo jest niepodległe i suwerenne, tak jak dzisiaj. I niewątpliwie postać Rotmistrza Witolda Pileckiego stała się w ostatnim czasie takim właśnie symbolem naszych wartości, postacią zdolną do zauroczenia świata zewnętrznego i kręgu zachodniego.

Źródło: https://wpolityce.pl/historia/518210-wywiad-prof-zaryn-o-ksiazce-jacka-fairweathera-o-pileckim?fbclid=IwAR07-vnq75uwtxnvYujIIXaTpawfdXuqsVqMy4TTht1cnj72TWbCsgk7Xz8