Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej

Prof. Ignacy Chrzanowski – „O ks. Piotrze Skardze. W czterechsetletnią rocznicę Jego urodzin: 1536-1936”

Esej prof. Ignacego Chrzanowskiego nie jest tylko opowieścią o ks. Piotrze Skardze, ale także tekstem o współczesnych wyzwaniach patrioty i chrześcijanina, który wie, że Pan Bóg oczekuje od niego zaangażowania w sferze publicznej.Poświecenie sprawom publicznym jest szczególnie ważne w czasach, gdy odpowiedzialni za bieg dziejów Ojczyzny nie dorastają do zadań, bądź są im potrzebne siły wyższe by wrogów Polski uśmierzyć i ich niecne zadania.

Czołowy szermierz kontrreformacji miał nie tylko świadomość powołania do służby Ojczyźnie, ale i poczucie odpowiedzialności przed Bogiem z realizacji tego ważnego zadania. Zwraca na to uwagę prof. Chrzanowski przywołując słowa ks. Skargi z przedmowy do „Kazań na niedziele i święta całego roku”: „Myślę, jako się sprawię Chrystusowi, Panu i Bogu memu, który mię na tę Swoje robotę posłał i talenty Swymi wedle małej siłeczki mojej nadał i opatrzył, gdy spyta: coś Mi zrobił?”.

Przedmowę do „Kazań” zdaniem prof. Chrzanowskiego śmiało można nazwać autobiografią wybitnego kaznodziei: „Odzwierciedliła  się w niej cała wielka i święta dusza Skargi, ponad wszystko kochająca Boga i Ojczyznę; odzwierciedlił się w niej  największy i najświętszy ze wszystkich czynów jego życia: praca nad leczeniem skołatanej „szkodliwymi  chorobami” Matki-ojczyzny – za pomocą umoralniania  jej grzesznych dzieci”.

Jeżeli natomiast spojrzymy jedynie na sam tekst, znajdziemy w nim głęboką analizę staropolskiej liryki. Charakteryzuje się on wspaniałym stylem oraz znajomością dziejów  ojczystej literatury, historii i europejskiej kultury.

Tomasz Plaskota

***

[O ks. Piotrze Skardze]

W czterechsetletnią rocznicę Jego urodzin: 1536-1936

Źródło: Myśl Narodowa, 1936 r., nr 24, s. 374-376.

Jedną z największych  zdobyczy duchowych epoki odrodzenia i  humanizmu jest, jak się wyraził  Burckhardt,  „odkrycie  człowieka”.

Prawda, że  już  w  wiekach  średnich – od czasów świętego Augustyna – człowiek zagłębiał się w tajniki własnej  duszy (bez tego nie byłoby mistyki  średniowiecznej),  ale  dopiero na  epokę odrodzenia  i  humanizmu,  to  znaczy  na epokę, której świtem jest – w literaturze   – „Vita Nuova” Dantego, przypada rozkwit indywidualizmu i, co za tym poszło,  rozkwit zarówno liryki autobiograficznej, jak biografii i autobiografii w prozie.

U nas wolno mówić o tym rozkwicie  dopiero w wieku XVI.

Już  za Zygmunta Starego wnika do poezji polsko – łacińskiej  pierwiastek   autobiograficzny, czego  najpiękniejszym i najwymowniejszym dowodem jest  elegia Janickiego „De se ipso ad posteritatem”.   Z tychże  czasów  pochodzi   pierwsza autobiografia  polsko – łacińska,  napisana  przez Abrahama Kulwę, Litwina: „ConfessiofideiAbrah. Culuensis,  scripta ad SerenissimamreginamPoloniae”.

Cóż dopiero powiedzieć o czasach Zygmunta Augusta i  Stefana  Batorego!  Jak jasne światło rzuca  na  duszę Modrzewskiego  jego przedmowa do  dzieła  „De  Republicaemendanda”,  na  duszę Kromera  jego  przedmowa  do dzieła „De origine et rebus  gestisPolonorum”,  a na życie i  duszę Orzechowskiego jego autobiografia łacińska!

Także  i  w poezji  polskiej  XVI  wieku nie brak pierwiastka autobiograficznego.

Jan  Seklucjan  poprzedził  swój  tak zwany Większy Katechizm („Catechismus, to jest  nauka naprzedniejsza i potrzebniejsza ku zbawieniu w wierze krześcijańskiej”) wierszem „Do czytelnika upominanie”; jest to nie tyle  upominanie,  ile osobiste  wspomnienie  autora  o swoich latach szkolnych.

Marcin Bielski na  czele swej „Komedyi  Justyna  i  Konstancyjej” umieścił dialog „Mistrz ku swoim Książkom  mówi”, a „Książki ku Mistrzowi”; otóż  wdzięczny  ten  utwór jest w pewnej części autobiografia,  mianowicie  skargą na własne  kłopoty domowe  i na  własną żonę, że odrywa męża od  ukochanych książek i zapędza  go do  gospodarstwa.

Rej (chociaż, podobnie  jak Seklucjan i Bielski, nie był humanistą) jeden ośmiowiersz „Zwierzyńca” poświęcił  samemu sobie, a „Zwierciadło” zakończył  wierszowanym  utworem,  w  którym „ze światem, z dobrym towarzyszem swoim i z jego ozdobnymi przypadkami żegnając się, rozmawia krótkimi słowami”.

Maciej Stryjkowski  pisze „Sam o sobie i przygodach  swoich  w zwiedzeniu  rozmaitych krain świata”.

Sonety i  niektóre  inne  poezje Szarzyńskiego to zwierciadło jego własnej duszy po tym przełomie moralno-religijnym, jaki się  w niej dokonał.

A Kochanowski!  Nie tylko  jego elegie łacińskie, ale i  polskie  utwory liryczne  mają charakter  autobiograficzny.  To, że wiele w nich reminescencji z poetów starożytnych i z Petrarki, że często nie wiadomo,  co w  nich jest przeżyciem tylko literackim, a co wypadkiem  życiowym, nie zmienia  samego   faktu.  „Fraszki” nie stanowią wyjątku: przecież sam poeta wyznaje, że powierzył im  „umysł swój  zakryty”.  Koroną  zaś  autobiograficznej  poezji   Kochanowskiego  są „Treny”, największe arcydzieło liryki staropolskiej i bodaj czy  mające równe sobie w liryce całej Europy XVI wieku. A co jest główną  tajemnicą piękności  „Trenów”? czyli,  mówiąc inaczej, co stanowi ich  naczelną  wartość  estetyczną?   Przede wszystkim  ich  siła  wzruszająca,  siła tak wielka,  że większej nie  znaleźć w całej poezji staropolskiej; na większą zdobędzie  się  dopiero Mickiewicz czy  to  w  opowieści o odwiedzinach pustego  domu   rodzinnego   (w  czwartej  części „Dziadów”),  czy  w spowiedzi Jacka  Soplicy, czy w  lirykach  lozańskich.  A gdyby kto  powiedział, że „Treny”  Kochanowskiego  mocniej  wzruszają czytelnika aniżeli „Ojciec Zadżumionych”  Słowackiego,  to, kto  wie,  może byśmy  przyznali mu słuszność. Wzruszają zaś „Treny” nie tylko prawdą i siłą bólu  ojcowskiego po śmierci  ukochanego dziecka i nie tylko rzewnością  wspomnień o jego krótkim  życiu i jego żegnaniu z matką, ale nadto  majestatycznym  w swoim  spokoju wyrazem całej gamy  uczuć: od smutku i rozpaczy,  przez zwątpienie  o nieśmiertelności duszy i o Bogu, do wiary, pokory religijnej i ukojenia.

Otóż  jest w naszej literaturze autobiograficznej XVI wieku,  oprócz  „Trenów”  Kochanowskiego, jeden jeszcze utwór, który, chociaż pisany prozą,  ma w sobie  (jeśli wolno ufać  własnemu wrażeniu) nie mniejszą  siłę  wzruszającą,  nie mniejszą   rzewność   wyznania  osobistego i nie mniej majestatyczny w  swoim  spokoju wyraz bólu – tylko że nie ojcowskiego,  ale synowskiego, pozbawionego  wprawdzie  (inaczej niż  w  „Trenach”) refleksji filozoficznej,  niemniej jednak płynącego także  z  uczucia  rozkrwawionej  miłości, a po części (tak  samo,  jak w „Trenach”) z wyrzutów  sumienia, z niepokoju,  czy ból nie jest czasem  zasłużoną   karą  bożą   za  grzechy  ludzkie. Utworem  tym jest  przedmowa Piotra  Skargi do „Kazań na niedziele i święta całego roku”, wydanych w Krakowie r.  1595, a  dedykowanych  „Najjaśniejszemu  i  niezwyciężonemu Monarsze  Zygmuntowi  Trzeciemu”.  Niechaj  wolno  będzie nazwać tę przedmowę autobiografia Skargi.

Jak to?  Czyż można  nazwać  autobiografia utwór, w  którym nie ma już nie tylko ani jednej daty, ale nawet słowa jednego  ani o dzieciństwie, ani o młodości,  ani  w ogóle o kolejach blisko już sześćdziesięcioletniego  życia?  Cóż z  tego,  kiedy jest  w tym  utworze  własna  koncepcja własnego życia,  jest  uświadomienie sobie jego głównego celu, i jest historia  wypełniania tego celu, czyli innymi słowy, jest najistotniejsza treść życia  Skargi od czasu  powzięcia  jego  koncepcji.  Daty jej narodzin  dokładnie  nie znamy.  Nie ulega jednak wątpliwości, że się ona narodziła w duszy Skargi albo  na   krótko przed  powołaniem  albo po powołaniu go przez Zygmunta III na kaznodzieję dworu i sejmu,   co  nastąpiło w styczniu w roku 1588.

Jakaż to koncepcja?  Pamiętać trzeba o tym, że Skarga, przy  całej  swojej ogromnej trzeźwości umysłowej,  był mistykiem, że miewał wizje i słyszał głosy  zza  świata, i to głosy nie tylko świętych, ale samego Jezusa Chrystusa. Poświadcza to on sam  w  swoim  diariuszu, z którego  kilka faktów  przytoczył jego  biograf Wielewicki. Oto np. dnia  20  marca r. 1604 ukazał mu się,  podczas ciężkiej  gorączki, zmarły w  r.  1603 Krzysztof Warszewicki i zapytał  go: „Czemu modlisz się do Pana Boga, aby ci przedłużył  życie o jeden rok, a nie o lat dziesięć?”.  Innym razem, 22 października tegoż 1604  roku,  spożywając podczas  Mszy, którą odprawiał, Komunię, usłyszał głos Chrystusa: „Daję Ci dowód mej miłości ku Tobie.  Przyjmuję cię do jedności z Ciałem moim, ażebyś był moją  częścią  nierozłączną” .  Nie  wierzyć  tym i  innym jeszcze  podobnym  faktom  może ten tylko,  kto  nie ma żadnego  pojęcia  o psychologii mistycyzmu.

KazanieSkargi. Otóż nie ulega  najmniejszej wątpliwości, że w pewnej chwili swego życia ten człowiek, który Boga i Ojczyznę ukochał  całą siłą swego gorącego serca  i  który,  im dalej w czas, tym jaśniej zdawał  sobie  sprawę  z  potęgi swojej  wymowy kaznodziejskiej, że ten człowiek  powziął pewność mistyczną, iż sam Bóg powołał go do leczenia  ukochanej  Ojczyzny z tych wszystkich ciężkich  chorób  moralnych,  społecznych  i  politycznych, które później będą wyszczególnione w kazaniu sejmowym  „O miłości  ku  Ojczyźnie”. Nie dziw, że w innym  kazaniu  sejmowym,  poświęconym  „grzechom jawnym i niekarności ich”, powie głośno i otwarcie: „Jać objawienia osobliwego od Pana  Boga o  was  i  o  zgubie waszej  nie mam, ale  poselstwo do was mam od Pana Boga, abych  wam  złości wasze  ukazywał i pomstę na nie jeśli ich nie oddaliście,  opowiadał”.

Otóż świadomość tego  powołania,  którą według wszelkiego  prawdopodobieństwa  zrodził usłyszany w  duszy  głos Jezusa Chrystusa,  przemówiła po  raz pierwszy jasno  i wyraźnie  w owej przedmowie do „Kazań na niedziele i święta całego roku”:  „Myślę, jako  się sprawię Chrystusowi, Panu i Bogu memu, który mię na tę Swoje robotę posłał i talenty Swymi wedle małej siłeczki  mojej nadał i  opatrzył, gdy  spyta: coś Mi  zrobił?  Wiele i jakichś Mi pożytków przyczynił?  A  ja z czym się postawię? co ukażę? Zawstydziwszy się  i przestraszywszy, rzeknę: Panie, posłałeś mię do dworu królewskiego,  do  Zygmunta trzeciego,  Pana dwu wielkich królestw, do Domu i Senatu i Rycerstwa i sług  i poddanych jego.  Nauczałem i upominałem Pana swego,… aby Ciebie znał, Boga swego,… aby sobie mądrości i rozumu prosić u Ciebie i  nabywać staraniem pilnym na tak trudne  i ciężkie rządzenie umiał, aby… miłość uprzejmą ku poddanym i prawom ich zachował i prace żadnej  i  czujności w  obmyślaniu  dobra  pospolitego i obrony a zachowania w  całości Korony wszystkiej  nie żałował… I  do  Rady i do Senatu jego i do Domu i do sług  jego  i  na Sejmach i Zjazdach  odprawowałem,  Panie  Zbawicielu, poselstwo  Twoje:  upominałem,  aby obie Matce swoje, Kościół Boży i Ojczyznę, w jednym końcu złączone, wiernie i uprzejmie miłowali,… aby  wierną radę dawali, na samo się dobro pospolite oglądając, a domy i prywaty swoje na wzór przodków  swoich wiernie czcili i onym posłuszeństwo i o ich się niecześć gniewali i szemrania się wszelakiego o nich strzegli;…  aby  wolnością swoją nie  ginęli a  niewoli obcych  panów na się  nie  przywodzili.  Wołałem  na nie,  Panie, aby  na  niewierność,  mężobójstwa,  cudzołóstwa, kazirodztwa, lichwy, wydzierania,  najazdy  i  inne srogie  grzechy, lepsze prawa i prędszą  sprawiedliwość  naleźli,  a zmazaną krwią i krzywdami kościołów  i ubogich i uciążeniem poddanych  ziemię swoje oczyścili”…

Oto do czego  powołanym przez samego Jezusa Chrystusa  czuł się Skarga – i oto zarazem największy czyn jego  życia: tego  jednego dosyć, żeby utwór, który jest wyznaniem tej wiary i stwierdzeniem tego czynu,  nazwać autobiografia.

Lecz  podobnie  jak w „Trenach” Kochanowskiego jest  nie tylko  cudowny  w swoim liryzmie wizerunek  ukochanego dziecka, ale  i ból ojcowski, tak i w utworze Skargi  jest nie tylko charakterystyka jego służby Bogu  i Ojczyźnie, ale  i  ból synowski na myśl,  że  ta  służba nie  wydała owoców.

Wprawdzie król Zygmunt nie sprawił Skardze zawodu: „Mam wielką pociechę  prącej  tej mojej, gdy  patrzę na  Waszej Królewskiej Mości  pobożność i  bojaźń ku Panu Bogu,… gdy  patrzę na sprawiedliwe panowanie,  na  trzeźwość i mierność i odmiatanie  zbytków  i  nieprzystojnych  rozkoszy… Które  wielkie cnoty acz  z  łaski Bożej,  z dobrego wychowania i dobrej natury  i z innych  pomocy Waszej Królewskiej Mości  wyrosły,  jednak słuchanie pilne słowa Bożego,  w którym się Wasza Królewska Mość kochasz, ten  ogród polewa i rozmnożenie mu od Boga daje”.  Tę  „wielką  pociechę” powiększa  jeszcze rozrzewniające  w swojej dziecięcej  naiwności  (właściwej  ludziom prawdziwie wielkim, a cóż dopiero świętym!) wspomnienie, że król „rad słuchał  z  tak wielką ochotą, i żem nigdy Waszej Królewskiej Mości  drzemiącego na kazaniu,  ani z kim gadającego nie  widział!”.

Miał Skarga pociechę i z  innych słuchaczy, ale ci  należeli do  wyjątków: ogół sprawił mu gorzki zawód i przepełnił jego duszę bólem i niepokojem patriotycznym.  I oto  skarży się przed Chrystusem: „Uprzejmie  i z  serca  nawrócenia i poprawy ich i zbawienia  pragnął, Ty  wiesz;  i  rad bym na to  zdrowie ważył, abym na dobre ich i Ojczyzny ich patrzył.  Miłować-em  chciał cześć Twoje i pożytki Twoje, aby  praca i wylanie drogiej krwi Twojej dla  nich  nie ginęło.  Nie wiem, czym się dzieje,  iż nie pomaga im poselstwo Twoje  i wołanie  moje  i do  pokuty  rzadki  bardzo  powstaje. Twarda rola strudziła wołu starego,  a pracy na niej w dobrem żniwie nie  znać.   Chytre ryby,  od sieci Twej uciekając,  pojmać się  nie dadzą…  Łakomstwo,  hardość,  łupiestwo  i  nieprawda  górę wzięła; lichwy i złupienie  dóbr pospolitych nastąpiło…  Jeden drugiego krwi pragnie:   mąż brata swojego na śmierć łowi.   Złość  ręku swoich  dobrocią zowią.  Panowie  wszystko mówią: daj! daj! Sędziowie zapłaty i darów czekają. Możni przewodzić myśli swoje chcą.  Najlepszy między nimi przedsię  kole jako  cierznie z płotu.  Jedni nas, fałszywi sami, fałszywymi proroki zowią, choć jawne od Ciebie, Pana naszego,  świadectwa mamy. Drudzy słuchają,  a nie czynią: wiarę mają  katolicką, a  ręce  heretyckie. Drugim  słowo  Twoje jest za śpiewanie i  muzykę,  po  której się  słuchaniu nic nie zawiąże: chwalą kazania, a  żywota swego nie  poprawiają”.

Oto  tragedia życia  Skargi, oto źródło synowskiego bólu tego  człowieka,  który  całym  sercem ukochawszy swoją Matkę-ojczyznę,  własnymi oczami  patrzał  na  jej  nieszczęścia, płynące  z braku wdzięczności ze strony jej dzieci za te dobrodziejstwa,  które od niej otrzymały…

„Któż winien, Panie?” – pyta Skarga. Odpowiedź przypomina myśl Kochanowskiego, który się bije w piersi, wołając:

My nieposłuszne, Panie, dzieci Twoje,

W szczęśliwe czasy swoje

Rzadko Cię wspominamy,

Tylko rozkoszy zwykłych używamy…

Wielkie przed Tobą są występy moje!…

Otóż  i  Skarga  bije się w piersi:  „Ze mnie może być przyczyna: albo bojaźnią,  albo niedbalstwem, albo nieumiejętnością psuję żniwo Twoje”.

A jak Kochanowski modli się do Boga:

„Użyj dziś Panie, nade mną litości”.

tak i Skarga błaga Jezusa Chrystusa:  „I ze mną, i z tymi, co mię słuchają, nie  wchodź w sąd, ale w zwyczaju i natury Swojej używaj nad nami!… Uczyń z nami przymierze  wieczne!…  Spraw to, abyśmy chodzili w rozkazaniu Twoim, abyśmy ludem Twoim nigdy  być nie przestali, a  Ty  Bogiem naszym zawżdy zostawał!”.

„Treny” kończą się  ukojeniem – kojącym snem, w którym ukazuje się Kochanowskiemu matka z Orszulką na rękach i  pociesza  go  zapewnieniem, że jego ukochane dziecko dzięki przedwczesnej śmierci uniknęło nieszczęść, nieodłącznych od życia ziemskiego. Jest pewne ukojenie  i w utworze Skargi; daje mu je nie tylko wiara w miłosierdzie Boże,  ale i  nadzieja,  że nadejdą  dla Polski lepsze czasy:  „Pan Bóg… Waszej  Królewskiej Mości dać raczył synaczka Władysława, któremu dziś jest pięćdziesiąty dzień  i  czwarty, w którym się zeszła krew nie tylko wielkich Królów ale i wielkich Cesarzów i Monarchów,  za czym wielkiej po nim pociechy wszystka Korona czeka, gdy zwłaszcza dobre  wychowanie przystąpi, na którym wszytko należeć będzie.   Którego iż ja nie doczekam,… z  radości  w  jego  narodzeniu uweselony, tak mu też z Zachariaszem zaśpiewam, gdy to pismo, które zostawuję, czytać  będzie: Ty, synaczku, królem polskim zwany, służyć Panu twemu, który cię stworzył w dobrem sprawowaniu ludu Jego będziesz. Władnąć masz sławą, Władysławie, aby ją z narodem i ludem  swoim  podniósł, a poniżoną podwyższył.  Pobożność i  męstwo  Jagieła  Władysława i drugiego tegoż imienia, syna jego, który mężnie zdrowie swoje na potrzebie chrześcijańskiej przeciw Turkom  u Warny  położył,  mieć masz, aby z  rodzicami twoimi  i  z ludem  twoim był błogosławiony na wieki…   Co się  zstanie,  dali-Bóg, gdy i  z piersi pobożność brać  będzie, gdy takie weźmie od Waszej Królewskiej Mości ćwiczenie”.

Te są główne myśli i uczucia przedmowy do „Kazań na niedziele  i  święta całego roku”.  Odzwierciedliła  się w niej cała wielka i święta dusza Skargi, ponad wszystko kochająca Boga i Ojczyznę; odzwierciedlił się w  niej  największy  i najświętszy ze wszystkich czynów jego życia: praca nad leczeniem skołatanej „szkodliwymi  chorobami”  Matki-ojczyzny – za pomocą umoralniania  jej grzesznych dzieci.  I  dlatego  wolno  było tę przedmowę nazwać autobiografia Skargi.

Przedmowę do „Kazań” pisał Skarga „w Krakowie w dzień uwięzienia świętego Piotra, 1 Augusti (sierpnia) 1595”.

Prof. IGNACY CHRZANOWSKI,

Myśl Narodowa, 1936 r., nr 24, s. 374-376.

(- w czterechsetletnią rocznicę Jego urodzin: 1536-1936).

***

Rafał Kowalczyk – biogram prof. Chranowskiego

Ignacy Chrzanowski urodził się w 1866 roku w Stoku Lackim na Podlasiu. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, był synem Bolesława i Heleny z Dmochowskich, a dalekie pokrewieństwo łączyło go również z Joachimem Lelewelem i Henrykiem Sienkiewiczem. W 1883 roku ukończył V gimnazjum w Warszawie, następnie jako absolwent filologii, filozofii i historii na Uniwersytecie Warszawskim i Wrocławskim uzupełniał studia w Berlinie i Paryżu w latach 1891-1894. Od 1894 pracował jako nauczyciel historii literatury, historii Polski i języka polskiego w szkołach prywatnych w Warszawie.

Był jednym ze współzałożycieli powstałego w 1905 roku Towarzystwa Polskiej Macierzy Szkolnej, początkowo nielegalnej organizacji kulturalno-oświatowej, która miała na celu umacnianie w młodym pokoleniu Polaków poczucie tożsamości narodowej poprzez nauczanie języka ojczystego, literatury i historii. W 1910 roku został zatrudniony jako profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego i kierownik Katedry Historii Literatury Polskiej. O nominacji tej zadecydowała ponoć m.in opinia Stanisława Tarnowskiego, przywódcy polskich konserwatystów krakowskich, który będąc pod wrażeniem jego podręcznika „Historia literatury niepodległej Polski”, postanowił poprzeć kandydaturę Chrzanowskiego.

Na uniwersytecie Chrzanowski prowadził wykłady z historii literatury polskiej oraz źródeł historycznych do literatury polskiej. Wygłaszał także odczyty na wielu uniwersytetach zarówno w Polsce jak i zagranicą. Znany był z intensywnej pracy naukowej i publicystycznej. Wydał drukiem ponad pięćdziesiąt prac poświęconych historii i analizie literatury polskiej, publikował także artykuły m.in. w „Przeglądzie pedagogicznym”, „Ateneum”, „Pamiętnikach literackich”, „Myśli Narodowej” i w „Gazecie Warszawskiej”. W 1931 roku wskutek tzw. reformy jędrzejowiczowskiej został pozbawiony katedry i przeniesiony na emeryturę. Na Uniwersytecie Jagiellońskim kontynuował wykłady jeszcze do 1936 r.

Od 1906 roku był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, należał również do grona członków-założycieli Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, a także do Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk oraz Towarzystwa Naukowego we Lwowie. W 1919 r. odebrał doktorat honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, a w 1938 r. również Uniwersytetu Poznańskiego. W 1923 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta.

Wspólnie ze Stanisławem Kozickim napisał pierwszą biografię Romana Dmowskiego, z którym łączyła go wieloletnia przyjaźń. Jej tekst został jednak opublikowany dopiero w 1968 roku w Londynie w książce Mariusza Kułakowskiego Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień. O poglądach Dmowskiego pisał, że są one „najważniejszą busolą orientującą na szlakach życia narodowego”.       

W listopadzie 1939 roku, w ramach SonderaktionKrakau, wraz z innymi profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego został aresztowany przez Niemców. Więziony w Krakowie, Wrocławiu, obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, zmarł w więzieniu w Oranienburgu 19 stycznia 1940 roku.

Rafał Kowalczyk