25 grudnia – 102 lata temu Ignacy Jan Paderewski przybył do Gdańska

Gdy 23 listopada 1918 r. Paderewski wraz z żoną i ulubioną papugą Cockney Roberts opuszczali Stany Zjednoczone na pokładzie statku „Megantic”, szczegóły podróży do Warszawy nie były jeszcze sprecyzowane. W Londynie, gdzie zatrzymali się w domu przyjaciółki, Almy-Tadema Lawrence, odbyli szereg spotkań z brytyjskimi dyplomatami, którzy przekonywali, że warunkiem dopuszczenia Polski do konferencji pokojowej staje się utworzenie nad Wisłą rządu porozumienia narodowego na czele z Paderewskim. Po dwudniowej wizycie w Paryżu u Romana Dmowskiego, otrzymał on dla tego planu akceptację Komitetu Narodowego Polskiego.

Początkowo Anglicy doradzali transport lotniczy, lecz pani Paderewska była temu przeciwna. Ostatecznie wygrała droga morska, „ale tylko przez Gdańsk” – był to warunek, na który (nie bez obaw o rozlew krwi) przystał szef brytyjskiego Foreign Office Arthur Balfour, na wszelki wypadek mianując głównego pasażera oficjalnym członkiem brytyjskiej misji wojskowej

19 grudnia Paderewski wszedł w Harwich na pokład krążownika H.M.S. „Concorde”. Podczas pięciodniowego rejsu w zimnej, burzowej pogodzie nabawił się ciężkiego przeziębienia. Pewnego wieczoru koncertował dla załogi na zdezelowanym pianinie. Oprócz żony i papugi towarzyszył mu w podróży mjr. Zygmunt Iwanowski z armii Hallera. W Kopenhadze, gdzie spędzono dwa dni, grupa powiększyła się o kilku oficerów brytyjskiej misji wojskowej, na czele z ppłk Harrym Wade oraz o grupę lekarzy i sanitariuszy (oficjalnie zadaniem okrętu było bowiem zabranie z Gdańska przetrzymywanych tam brytyjskich jeńców). Dołączył tam również młody polski dyplomata Sylwin Strakacz, który odtąd, aż do śmierci Paderewskiego, stał się jego osobistym sekretarzem i doradcą.

Wigilię spędzono na pokładzie okrętu. W nocy z 24 na 25 grudnia krążownik przycumował do nabrzeża Nowego Portu (naprzeciwko Westerplatte). Pasażerowie wyszli na ląd dopiero po śniadaniu i ok. 10.00 przejechali pociągiem na dworzec kolejowy Gdańsk Główny, gdzie odbyło się „pełne radości i szczęścia” powitanie przez grupę Polaków z Pomorza i delegatów z Wielkopolski na czele z Wojciechem Korfantym, członkiem Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej byłej dzielnicy pruskiej, który oficjalnie zaprosił gościa do Poznania.

Gość, nazywany „przewodnikiem narodu”, zatrzymał się w luksusowym hotelu „Danziger Hof” przy Targu Węglowym obok Bramy Wyżynnej. Najpierw odbył się tam świąteczny obiad, na którym serwowano kulinarne erzatze – „najlepsze owoce niemieckiej wyobraźni chemicznej” oraz polskie przysmaki sprowadzone pośpiesznie z majątku przez pełniącą rolę gospodyni, wybitną działaczkę narodową, Marię Chełkowską.

Kontynuacją obiadu była kilkugodzinna narada, z udziałem Korfantego, działaczy niepodległościowych, ppłk. Wade i innych oficerów misji, a także grupy żołnierzy niemieckich narodowości polskiej, stacjonujących na terenie gdańskiego garnizonu. Efekty tego spotkania lokalna prasa niemiecka określiła nazajutrz mianem „Tajne postanowienia polskiej konferencji w Gdańsku” alarmując: „Polskie korpusy ekspedycyjne lądują! Przyjazne Polakom oddziały gdańskie przechodzą na ich stronę. Miasto podlega okupacji, niemiecki naród, niemiecki rząd zostają postawione przed faktami dokonanymi!” (w istocie, Gdańsk czekał na Błękitną Armię, a uzbrojone oddziały kaszubskie na sygnał do powstania).

O ósmej wieczorem w „Danziger Hof” urządzono pożegnalną kolację w trakcie której śpiewaczka operowa Halina Czarlińska, wykonała arię z opery „Manru” przy akompaniamencie samego kompozytora.

Nazajutrz, 26 grudnia o godz. 11.00, Ignacy Paderewski w towarzystwie Korfantego i brytyjskich oficerów opuścił Gdańsk i pomimo sprzeciwu Niemców udał się do Poznania. Na dworcu żegnała go niemal cała miejscowa, dość nieliczna, Polonia. Gromko odśpiewano: „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Nastroje władz i mieszkańców Gdańska nie były przychylne tej wizycie. Zatroskana o męża pani Helena wspominała: „Ponury i wrogi stosunek Niemców, nie tylko żołnierzy, lecz także cywilów, zaczął działać mi na nerwy. Ich nienawiść do Polaków była tak silna i tak zawzięta, a niechęć wobec idei odrodzenia się polskiej państwowości tak groźna, że można było się obawiać, iż niektórzy z nich mogliby dokonać zamachu na życie człowieka, który podążał z misją odbudowy kraju”.