9 marca – 40 lat temu zmarł Władysław Gałka (1914-1981)

Nauczyciel, członek Stronnictwa Narodowego, oficer WP, uczestnik kampanii wrześniowej 1939 r., kapitan AK, komendant powiatowy NOW w Bochni, Komendant Podokręgu NOW Kraków Zewnętrzny „Limba”, Kierownik Wydziału Organizacyjnego Krakowskiego Okręgu NOW „Ugory”, adiutant inspektora Komendy Okręgu AK ppłk. Władysława Owoca, nieformalny komendant KO AK, zastępca delegata krakowskiej delegatury MSW.

Aresztowany po raz pierwszy 19 lutego 1945 r. w Krakowie pod fałszywym nazwiskiem Józef Górski, nierozpoznany, po pół roku zwolniony. Drugi raz aresztowany 29 maja 1947 r., po brutalnym śledztwie skazany w procesie kiblowym przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie 28 października 1949 r. na dwukrotną karę śmierci. 180 dni spędził w celi śmierci mokotowskiego więzienia. 19 kwietnia 1953 r. karę tę zamieniono na 15 lat więzienia (nb. w warunkach stalinowskich więzień była ona tożsama z rozłożonym na lata powolnym wykonywaniem wyroku śmierci). W Mokotowie, Rawiczu, Wronkach i Strzelcach Opolskich spędził 10 i pół roku, zwolniony został 30 listopada 1956 r.

Wrócił ze zrujnowanym zdrowiem, jednak nie złamany na duchu i pełen chęci do życia. Tym co pozwoliło mu przeżyć te niezwykle ciężkie lata była rodzina i Bóg.

Pisał o tym w więziennych listach do żony Wiktorii i dwóch córek, opublikowanych w 2012 r. przez IPN w albumie pt. „Masz rywalkę Polskę”. Korespondencja więzienna Władysława Gałki (1949-1956). Oto kilka wybranych fragmentów:

„Nie jestem Kochane sam, bo ta myśl, że tam gdzieś daleko na drugim prawie krańcu Polski biją dla mnie serca jest mym najlepszym towarzyszem, który mię podtrzymuje we wszystkich momentach.”

„ Dziękuję Wam za to gorące serce, uczucie, które z listu Waszego przybiega do mnie, by stać się dla mnie przypomnieniem i zachętą do życia i trwania […] jakżeż biedny byłbym gdyby nie ta pomoc Waszych uczuć ciągle mnie wspierających. I tu jest tajemnica Kochane tego, że się trzymam dobrze psychicznie. I dlatego się nie 'gryzę’, a przy Bożej pomocy trwam”.

„Ilekroć mi ciężko i też może by się płakać chciało idę (w myśli) pod krzyż Chrystusa by szukać pomocy. Jakżeż szczęśliwy jestem, że teraz odnalazłem Boga, przecież dawniej, przed wojną, i mnie się zdawało, że można urządzać świat bez Niego. Owszem można, ale jak?!!”

„Jakżeż ja jestem wdzięczny Bogu, że mnie tak doświadczył, by mi pokazać jak marnym i słabym się jest, jak człowiek pokrępowany jest tymi ziemskimi więzami i jak trudno w chwilach próby być tym, kim by się być chciało… I za to poznanie samego siebie, o które dobijali się i dobijają od Sokratesa myśliciele świata dziękuję Bogu; a przecież najmniejszy krok w poznawaniu nas zmienia… i ja już jestem o wiele inny… Bóg by dał bym był lepszy”.

oprac. Maciej Kamykowski