Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej

5 maja – 175 lat temu urodził się Henryk Sienkiewicz (1846-1916)

Powieściopisarz, nowelista, dziennikarz. Pierwszy polski laureat literackiej Nagrody Nobla (1905). Działacz społeczny i niepodległościowy.

Badacze akcentujący konserwatywno-liberalne poglądy autora Trylogii, jego oczywiste związki z obozem narodowym na ogół wstydliwie minimalizują lub tłumaczą instrumentalnym wykorzystywaniem przez endeków autorytetu noblisty.

Nie ulega jednak wątpliwości, że od początku XX wieku, a zwłaszcza od czasów fermentu i ostrej politycznej polaryzacji zapoczątkowanej wydarzeniami rewolucji 1905 r., „budziciel ducha narodowego” wspierał myśl Romana Dmowskiego zdecydowanie i bezpośrednio. Sienkiewicza zbliżyły do endecji zarówno poglądy na hierarchię zagrożeń, w której Niemcy wyraźnie dominowały nad słabnącą Rosją, jak i doświadczenia osobiste. Adam Grzymała-Siedlecki wskazywał na zauroczenie pisarza liderem endecji: „Ponad wszelką wątpliwość sugestywna indywidualność Dmowskiego, jego talent argumentacyjny, jego — gdy je chciał mieć — dary towarzyskie z dosadnym dowcipem w odwodzie czarowały Sienkiewicza”. Według Izabeli z Lutosławskich Wolikowskiej „Zaprzyjaźnił się Pan Roman z Sienkiewiczem głównie u Juliana Adolfa Święcickiego. Ten przezacny człowiek był swego rodzaju instytucją. Uczynny, zapalczywy, roztargniony i pamiętający każdego, siwy, a biegający po ulicy jak młodzik. […] Oto szczycił się pan Julian Adolf tym, że Sienkiewicz był jego przyjacielem i prawie codziennie gościem. U Święcickich bywały przyjęcia ogólne, na które sławny pisarz, nie lubiący nowych ludzi, wzdrygał się i nie przychodził. Ale często bywała doborowa męska kompania na kolacji, rozmowy do północy, w których Sienkiewicz i Dmowski rej wiedli. Echa ich żartów, porównań, ocen, często złośliwych ale dowcipnych rozchodziły się po całym mieście. Sam Pan Julian Adolf zresztą każdemu spotkanemu z rozkoszą opowiadał kto co mówił i z czego się zaśmiewali”.

Wypadki rewolucyjne 1905 r. wyzwoliły w pisarzu przekonanie, że „nad zgubą narodu polskiego pracują ręka w rękę biurokracja i socjaliści”. Pisał artykuły i odezwy domagające się autonomii dla Królestwa Polskiego i nawoływał do zjednoczenia pod egidą Narodowej Demokracji. Od marca współpracował z lwowskim dziennikiem „Słowo Polskie”, redagowanym przez Zygmunta Wasilewskiego, faktycznego przywódcę endecji galicyjskiej. W czerwcu, podczas konstytuowania się władz Polskiej Macierzy Szkolnej, został prezesem jej Rady Nadzorczej. W trakcie zorganizowanej 5 listopada 1905 r. wielkiej, 200-tysięcznej, manifestacji narodowej, z balkonu pałacu w Alejach Ujazdowskich wygłosił płomienne przemówienie na cześć carskiego manifestu konstytucyjnego i otwarcie potępił „burzycieli” – organizatorów strajków, w maju 1906 r. zaś (już jako noblista) zaprosił do siebie Dmowskiego i kilku działaczy narodowych, aby zredagować wspólnie antystrajkową odezwę. Jesienią t. r., po dłuższym namyśle, odrzucił propozycję kandydowania do Dumy Państwowej, zgodził się jednak stanąć na czele, utworzonego przez endecję, Centralnego Komitetu Wyborczego.

W 1909 r. Sienkiewicz opublikował powieść „Wiry” stanowiącą pamflet na wydarzenia lat 1905-1907 i uważaną czasami za wynik rozmów z Dmowskim. Konsekwentny w swym antygermaniźmie, twierdził w niej, że docierające z Rosji do Polski rewolucyjne „wiry” będą ostatecznie wyzyskane przeciwko obu słowiańskim krajom przez politykę niemiecką.

W 1912 r., agitując przed wyborami do IV Dumy, Sienkiewicz przedstawił analizę ówczesnej sytuacji i jedną z najbardziej przenikliwych definicji polskiego nacjonalizmu:

„Barbarzyński i pozbawiony mózgu socyalizm krajowego wyrobu, oraz jego zagraniczny dla krajowego użytku surrogat, ogarnęły spore zastępy, zwłaszcza w klasie roboczej, i zrobiły swoje.[…] Mieliśmy przecie i usiłowania rewolucyjne — tę marną i niedołężną córkę niedołężnej rewolucyi rosyjskiej. Rzuciła ona w ślad za matką kilka bomb, zabiła kilkudziesięciu rosyjskich policyantów, kilkuset polskich obywateli, a w końcu przeszła w to, w co musiała przejść właśnie dlatego, że nie była narodową — w zwykły bandytyzm. […]

Do socyalistów i postępowców należą wreszcie w znacznej części u nas i oświeceni Żydzi. Wielu z nich zerwało otwarcie z polskimi ideałami, ale właśnie dlatego społeczeństwo, przygarniając tych, którzy jednako z niem czują, powinno tem bezwzględniej bronić się od takich, co zasilają kadry anarchii, i od takich, którzy, plwając z socyalistycznych i radykalnych okien na »szowinizm« polski, uprawiają namiętnie… żydowski. Czy krajowi grozi niebezpieczeństwo, by wskutek albo kartelu ciemnych sił, albo wskutek poparcia Żydów, lub zbałamuconych zastępów robotniczych, mogły mandaty paść na ludzi, dla których Polska i przyszłość Polski, jako Polski, jest rzeczą obojętną, a nawet nienawistną?

Trzeba patrzyć zawsze na niezmienną wielkość idei, nie zaś na przypadkową małość niektórych jej wyznawców.

Tylko nikczemne i złośliwe indywidua, lub absolutni głupcy mogą porównywać nacyonalizm polski z hakatystycznym nacyonalizmem niemieckim lub z czarnosecinnym rosyjskim. Nacyonalizm polski nie tuczył się nigdy cudzą krwią i łzami, nie smagał dzieci w szkołach, nie stawał pomników katom. Zrodził się z bólu, największej tragedyi dziejowej. Przelewał krew na rodzinnych i na wszystkich innych polach bitew, gdzie tylko chodziło o wolność. Wybuchnął i rozgorzał w niewoli, jako poryw ku wolności. Wypisał na swych chorągwiach najszczytniejsze hasła miłości, tolerancyi, oswobodzenia ludu, oświaty, postępu — i w imię tych haseł przechodził wraz z całą ojczyzną w osobach swych bojowników przez takie cierpienia, przez jakie, od czasów chrześcijaństwa, nie przechodzili bojownicy żadnej innej idei. Kto go inaczej pojmuje — płytko i źle go pojmuje; kto mu inaczej służy — błądzi.

Będzie on zawsze najszlachetniejszym splotem myśli i uczuć narodu, i dlatego pod jego sztandarem stanąć może każde prawdziwie, nie zaś pozornie tylko, polskie, stronnictwo i każdy pojedyńczy człowiek, w którym, wedle słów starej patryotycznej pieśni »polska dusza wre«”.

Ostatnią inicjatywą Sienkiewicza było powołanie Generalnego Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce, który zorganizował wspólnie z Ignacym Janem Paderewskim w Vevey pod Lozanną w 1914 r. Pisarz zmarł tam 15 listopada 1916 r. W 1924 r. jego prochy zostały sprowadzone do wolnej już Polski i pochowane w katedrze św. Jana w Warszawie.

Po śmierci autora „Krzyżaków” Roman Dmowski zanotował: „Żyłem z nim w stosunkach przyjacielskich, miałem cześć nie tylko dla jego talentu i wysokiej kultury umysłowej, ale i dla jego gorącego patriotyzmu i tego mocnego, polskiego sposobu reagowania na nasze sprawy, jakim się odznaczał”.