Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej

Prof. Jan Żaryn: „Ostatnia bitwa Brygady Świętokrzyskiej”

Działo się 5 maja 1945 r., czyli 75 lat temu. Ale zaczęło się kilka miesięcy wcześniej… W styczniu 1945 r. , gdy ruszył front sowiecki zagrażając kolejnym strukturom i oddziałom podziemia niepodległościowego, polityczni przywódcy tajnej Organizacji Polskiej z prof. Bolesławem Sobocińskim na czele i Komendantem Głównym NSZ gen. Zygmuntem Broniewskim „Boguckim”, znajdującymi się w Krakowie, podjęli natychmiastową decyzję o wycofaniu Brygady Świętokrzyskiej NSZ dowodzonej przez płk Antoniego Szackiego ps. „Dąbrowski” i „Bohun”, na Zachód. Jej przejście przez granice frontu, przy potencjalnym zagrożeniu ze strony szybko zbliżających się wojsk sowieckich z jednej, a obstrzałem ze strony wojsk niemieckich z drugiej strony, to jedna z dramatyczniejszych scen batalistycznych w polskiej historii II wojny światowej. Wzięte w kleszcze, ostatecznie dowództwo Brygady podjęło negocjacje z Niemcami, by wejść na terytorium kontrolowane przez ich wojska, a następnie kontynuowało rozmowy na temat warunków dalszego pobytu. Efektem tych rozmów – odbywających się stale pod groźbą aresztowania jednostki – była zgoda „Bohuna” na szkolenia ochotników z Brygady, którzy następnie do marca 1945 r. byli zrzucani poza linię frontu. Skoczkowie otrzymywali rozkazy jedynie od „Bohuna”, który mimo nacisków odmówił wejścia na front po stronie armii niemieckiej oraz zasilenia Legionu Antybolszewickiego – politycznego projektu antyhitlerowców w III Rzeszy poszukających wsparcia ze strony Aliantów.

W stronę Andersa

Celem Brygady nie było bowiem służenie jakiejkolwiek obcej sile – jak wspominał jeden z jej żołnierzy – a „walczyć dalej o Wolną Polskę poza granicami Kraju, jak przed laty szwoleżerowie Kozietulskiego walczący u boku Napoleona”. Wybawienia szukano tym razem u boku gen. Władysława Andersa, a szlak Brygady prowadził ku południowo-zachodniej części okupowanych Czech. „Taniec na linie nad przepaścią” – jak zatytułowałem swoją książkę o Brygadzie –  uprawiany przez „Bohuna” i jego zastępców polegał zatem na tym by negocjując z Niemcami warunki przemarszu nie wejść w rolę kolaboranta z wrogiem, a jednocześnie przeżyć i w miarę szybko przedostać się na Zachód, aby walczyć dalej u boku Anglosasów – także z Sowietami, gdyby zaszła taka potrzeba. Liczono na szybki marsz armii amerykańskiej, której żołnierze mieli wyzwolić fragment przyszłych ziem południowo-zachodnich Odrodzonej Polski, między Nysą Łużycką a Odrą.

W kwietniu 1945 r. Brygada licząca ponad 960 żołnierzy i oficerów, ubranych w polskie mundury i broń, opuściła kwaterę w Rozstani i rozpoczęła swój ostatni marsz wojenny w kierunku Pilzna. Nawiązano kontakt z czeskim podziemiem, wysłano kurierów do rządu RP na uchodźstwie i do gen. Andersa  p.o. Naczelnego Wodza. Jeszcze 30 kwietnia 1945 r. dowództwo Brygady wysłało specjalny patrol w stronę Amerykanów. „Bohun” informował w nim o swoim położeniu, o położeniu wojsk niemieckich i składzie amunicji w Holysovie, miasteczku znajdującym się nieopodal Vshekar gdzie stacjonowała Brygada.  Niemcy wprawdzie nie przejawiali już większej aktywności, ale ich silne zgrupowanie nadal przedzielało Brygadę od wojsk gen. Pattona. Dnia 3 maja 1945r. Brygada otrzymała znak od lotnictwa amerykańskiego, że ich patrol dotarł do celu, a składy amunicji znajdujące się pod lasem w pobliżu Holysova zostały zbombardowane.

Wyzwolenie kobiet

Następnego dnia trwały ostatnie przygotowania wywiadowcze do akcji zbrojnej, która miała pozostać największą chlubą Brygady Świętokrzyskiej. Tuż przed jej rozpoczęciem, 5 maja w godzinach porannych do Brygady dotarła wiadomość o rozpoczęciu akcji zbrojnej przez Czechów. Partyzanci, wcześniej radzący się dowództwa Brygady kiedy powinni chwycić za broń, rozpoczęli realizację planu. Tego samego dnia, „Bohun” wydał rozkaz o zajęciu miasteczka Holysov, gdzie znajdowała się niemiecka fabryka, w której pracowali jeńcy oraz więźniarki kobiecego obozu koncentracyjnego, filii KL Flossenburg. W obozie znajdowało się co najmniej 700 kobiet, głównie Polek, ale także Francuzek, Żydówek (głownie węgierskich) i Rosjanek. Jak wspominał plut. pchr. Bolesław Kempa „Książe”: „Wdarliśmy się do miasteczka Holysova. Opanowaliśmy miasto i fabrykę amunicji”. Zaskoczenie było pełne. Niemcy znajdowali się w stołówce i jedli obiad. Z tej strony nie spodziewali się wroga. Zdobytą broń przekazano czeskim partyzantom.

Wyzwolenie obozu nastąpiło równie błyskawicznie, choć żołnierze nie byli pewni reakcji Niemców. Według rozpoznania na terenie obozu miało stacjonować co najmniej 100 gestapowców. Początek akcji zaplanowano w samo południe. Jeden z dowódców akcji, kpt. Stefan Władyka „Lech” zanotował: „Zabudowania obozowe [były] położone w dolinie zaraz za miastem Holysov pod lasem. […] Chcąc wykonać moje zadanie, musiałem przejść jakieś osiemset metrów przez równiutka łąkę, aby osiągnąć most  przez rzeczkę i dostać się na szosę łączącą miasto z obozem. Byłem przekonany, że nasze ruchy zostaną spostrzeżone i że moja kompania otrzyma ognia”. Jednak tak się nie stało; gdy „Lech” dotarł do mostu usłyszał strzały w samym obozie. To jego koledzy z innej kompanii wpadli do zabudowań i nastąpiła wymiana ognia: „Wpadamy gwałtownie do baraku, w którym komendant obozu wraz ze swoją świtą właśnie zasiadał do obiadu. Przy stole siedziały również dozorczynie ss-manki – są jeszcze w szlafrokach! Na nasz widok wszyscy osłupieli z przerażenia.” – relacjonował żołnierz NSZ Robert Ćwikło „Robert” – „Rozbrajamy wszystkich i wyprowadzamy przed barak, na główną ulice obozu. […] Dopiero teraz odzywa się niemiecka broń maszynowa. Niemcy usiłują stawić opór, ale bezskutecznie. Celny ogień  naszych cekaemów zmusza ich do podania się. Z sąsiedniego baraku wybiega ze szmajserem wachman, ale seria z pepeszy łamie go w pół. Obstawiamy pozostałe baraki. […] Wewnątrz – ciasno stłoczone kobiece szkielety, okryte łachmanami, z wyrazem obłąkania w oczach. […] Wychodźcie! Jesteście wolne! – jakby obudziły się i z niedowierzaniem wychodzą na zewnątrz. Były to Żydówki”. W przeddzień zbliżania się Amerykanów, komendant obozu miał zlikwidować baraki mordując więźniarki żydowskiego pochodzenia. Pomoc przyszła w ostatniej chwili. Brygada wzięła do niewoli w sumie kilku oficerów SS i 240 esesmanów oraz dozorczynie, także z SS. Zofia Plebanek, jedna z więźniarek wspominała: „Naraz krzyk wstrząsa powietrzem, aż szyby do reszty wylatują. Podnoszę głowę. Wojsko polskie! Nasi! Paliaki! Polonais! Powariowały – myślę wstając pomału; chcę wyjść na podwórze. Stanęłam i jak gdyby skamieniałam. Rzeczywiście! Nasi żołnierze! Biegają z karabinami w garści, rozbrajają Niemców. Kobiety całują mundury, orły na ramionach żołnierzy i wszystkie okropnie krzyczą”. A z kolei Czesław German ”Cygan”, tak zapamiętał moment spotkania z pierwszymi wyzwolonymi więźniarkami: „Radość uratowanych kobiet trudno opisać. Rzucały pod nogi naszych dowódców znienawidzone pasiaki, dziękując za ocalone życie. Jak później stwierdzono, dwa baraki zajmowane przez Żydówki, miały wraz z nimi być zniszczone przez Niemców w obliczu amerykańskiego natarcia. Odczuwałem satysfakcję z udziału w tej akcji – zdobyłem broń, pojmałem jeńców, ale przede wszystkim dlatego, że miałem swój udział w uchronieniu przed zagładą ludzkich istnień”. Z kolei pchr. „Sęp Czarny” wspominał: „W obozie były same kobiety: Polki, Francuski, Rosjanki, Żydówki – Te ostatnie były już skazane na śmierć. Baraki ich od kilku dni miały wszystkie drzwi i okna zabite deskami, przygotowane do podpalenia. Wiele z nich już nie żyło, gdy odbijaliśmy obóz”. W sumie uwolniono ok. 280 Żydówek. Zaskoczenie było pełne, co spowodowało, że Brygada nie odniosła żadnych strat własnych.

W ramach podziękowań, Polki – więźniarki z obozu – wyhaftowały z pasiaków serce z białym orłem w koronie, w tarczy koloru czerwonego. Do środka włożyły kartkę z podpisami i z dedykacją dla „Bohuna”: „W dowód wdzięczności za uwolnienie z rąk SS i spod kul zbliżającego się frontu, skromny dar składają…”.  Satysfakcja żołnierzy, złaknionych zwycięstwa nad Niemcami, była tym większa, że już następnego dnia oddziały Brygady spotkały się z pierwszymi patrolami armii amerykańskiej gen. Pattona. „Spotkaliśmy się jak równi z równymi, jak sprzymierzeńcy ze sprzymierzeńcami” – pisał „Bohun” w rozkazie specjalnym do żołnierzy, 6 maja 1945 r. – „Dziś sztandary nasze powiewają obok zwycięskich barw amerykańskich, obok proporców wyzwolonego narodu czeskiego. Opatrzność pozwoliła nam raz jeszcze wziąć udział w walce przeciw odwiecznemu wrogowi i dorzucić swą cząstkę do wspólnego wysiłku zjednoczonych narodów”. Dla Brygady wojna się jednak nie skończyła. W ciągu kolejnych tygodni do Vsekar, gdzie stacjonowała, docierali kolejni żołnierze i oficerowie, byli jeńcy wojenni, więźniowie obozów koncentracyjnych.

Wieść o niezwykłym marszu Brygady i wyzwoleniu Holysova- miasta i obozu, zaczęła obrastać legendą. Kilka miesięcy później Brygada liczyła ponad 1400 żołnierzy gotowych dalej, tym razem na rozkaz gen. Andersa i Amerykanów, prowadzić wojnę o niepodległość Polski. Ale to już inna historia…

tekst był drukowany w miesięczniku „w sieci Historii”