4 lipca – 78 lat temu zginął Jan Gralewski (1912-1943)

Historyk sztuki i eseista. Działacz narodowy, kurier AK. Ofiara katastrofy w Gibraltarze.

Był synem dyrektora Banku Towarzystwa Kredytowego, po śmierci ojca wychowywanym przez stryja, popularnego warszawskiego duszpasterza, ks. Jana Gralewskiego. Więzy pokrewieństwa łączyły go z malarzem Jackiem Malczewskim. Po ukończeniu warszawskiego Gimnazjum im. Batorego podjął pracę w redakcji pisma “Zorza”, a następnie studiował filozofię i historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem prof. Władysława Tatarkiewicza. Specjalizował się w etyce i estetyce. Publikował eseje w „Arkadach” i „Życiu Sztuki”. Był autorem prac „Deformacja rzeczywistości w sztuce” i „Plastyka w Europie 1935–1936”.

Podczas studiów związał się z obozem narodowym. Razem z kolegami udzielał się w założonej przez siebie korporacji akademickiej “Lutecja”. Był działaczem Obozu Wielkiej Polski, a później współtworzył w Stronnictwie Narodowym tzw. grupę “Maksymalistów”. Środowisko to charakteryzował Wojciech Wasiutyński: “byli oni skłonni do bardzo radykalnego myślenia, ale nie mieli zaufania do ONR”.

W 1938 r. otrzymał stypendium doktoranckie rządu francuskiego. Powrócił do kraju parę dni przed wybuchem wojny i jako ochotnik uczestniczył w przeciwlotniczej obronie Warszawy. W czasie okupacji brał udział w tajnym uniwersytecie jako asystent prof. Tatarkiewicza. W styczniu 1942 r. poślubił łączniczkę ZWZ/AK Alicję Iwańską ps. “Wiewiórka” i pod pseudonimem „Pankracy” zaangażował się w prace działu Łączności Zagranicznej Oddziału V (dowodzenia i łączności) Komendy Głównej Armii Krajowej. Od tegoż roku odbywał podróże kurierskie na Zachód, głównie w celu przygotowania tras łączności do Francji i Hiszpanii. W konspiracji komunikował się z żoną poprzez pisane na bibułkach listy, tworzące wspólny dziennik, nazwany później „Wojenne odcinki”. Regularnie utrwalał krótkie, filozoficzno-poetyckie spostrzeżenia o otaczającej go rzeczywistości.

W lutym 1943 r. wyruszył w swą ostatnią misję. Po trzymiesięcznym pobycie w Paryżu został zatrzymany na granicy hiszpańskiej przez policję frankistowską i osadzony w obozie jenieckim w Miranda de Ebro. Z niewiadomych powodów wkrótce został z niego zwolniony i przez Madryt udał się na Gibraltar. Okoliczności jego zbliżenia do premiera i Naczelnego Wodza gen. Sikorskiego również pozostają nieznane. Według oficjalnej wersji rano 4 lipca gdy został mu przedstawiony, zapadła decyzja, że polecą razem do Londynu, stał się jedną z 16 osób, które zginęły tego dnia w na pokładzie Liberatora ok. godz. 23 i został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Tymczasem według niektórych badaczy katastrofy gibraltarskiej osoba Gralewskiego może być kluczem do jej wyjaśnienia. Podejrzewają oni, że został zastrzelony przez organizatorów zamachu, a na pokładzie samolotu znajdowała się inna osoba. Stawiane są również hipotezy, że na Gibraltarze pojawił się podszywający się pod niego sobowtór. W 2012 r. IPN zaniechał ekshumacji, która mogłaby powyższe teorie wykluczyć.

Krótko przed śmiercią Gralewski zanotował: „Życie jest naszym zadaniem, a nie umieranie […] To jest ostateczny akcent i – choć to brzmi paradoksalnie – punkt kulminacyjny życia. Rzecz w tym, aby żyć w ten sposób, żeby każdy moment życia był całkowitym dziełem – by każdy mógł być ostatecznie wykończony przez ten akcent, tę kulminację”.