Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej

26 sierpnia – 58 lat temu zmarł biskup Czesław Kaczmarek (1895-1963)

Biskup kielecki, więzień reżimu stalinowskiego.

Był synem młynarza. Urodził się w Lisewie Małym koło Sierpca. Ukończył Seminarium Nauczycielskie w Skępem-Wymyślinie (1914) i przez dwa lata pracował jako guwerner. W 1916 r. wstąpił do Seminarium Duchownego w Płocku, a po święceniach kapłańskich (1922) został wysłany do Francji, gdzie na Uniwersytecie w Lille studiował nauki społeczne i polityczne, które uwieńczył doktoratem na temat polskiej emigracji (1927). Zajmował się nią również praktycznie, jako proboszcz parafii Bruay-en-Artois, gdzie mieszkało ponad 15 tysięcy Polaków.

Powrócił do Polski w 1928 r. i objął w diecezji płockiej urząd sekretarza Związku Młodzieży Polskiej Męskiej, a następnie (1932) został dyrektorem diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej. W 1936 r. był inicjatorem Wieczorowego Uniwersytetu Wykształcenia Religijnego, który dwa lata później przekształcono w Instytut Wyższej Kultury Religijnej.

W maju 1938 r. został mianowany przez papieża Piusa XII biskupem kieleckim i pozostawał nim przez 25 lat, aż do śmierci, łącząc pracę duszpasterską z działalnością w ramach Akcji Katolickiej i inicjatywami charytatywnymi.

Po kampanii wrześniowej, ze względu na ogrom strat powodowanych represjami, był przeciwnikiem akcji zbrojnej wymierzonej w okupanta i w listach pasterskich zachęcał do posłuszeństwa w zakresie, który nie sprzeciwia się “sumieniu katolickiemu i polskiej godności”. Za taką postawę był piętnowany przez AK i rząd londyński. Po rozpadzie niemiecko-sowieckiego, w czerwcu 1941 r. sam włączył się w działalność podziemną i wstąpił w szeregi Chrześcijańskiej Unii Oporu.

W 1945 r., po wkroczeniu Sowietów, odnowił kontakty z ambasadorem USA Arthurem Blissem Lane’em, ściągając na siebie uwagę służb bezpieczeństwa. Po pogromie kieleckim (4 lipca 1946) powołał komisję do zbadania jego okoliczności, a następnie przedłożył ambasadorowi raport, który oskarżał służby NKWD i UB o autorstwo tej politycznej prowokacji. Był konsekwentnym krytykiem antyreligijnych działań nowej władzy. Po śmierci kard. Sapiehy, pełniąc funkcję sekretarza episkopatu, pozostał jedynym polskim hierarchą głosującym przeciwko „porozumieniu” z komunistyczną władzą (zawartym ostatecznie przez prymasa Wyszyńskiego 14 kwietnia 1950 r.) i trafnie wskazywał, że „nie ma gwarancji, iż szczupłe przyznane Kościołowi prawa będą respektowane”.

Wkrótce stał się głównym celem antykościelnej nagonki. Wieczorem 20 stycznia 1951 r. został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz USA i Watykanu, kolaboracji z Niemcami, kierowania „profaszystowską” Akcją Katolicką i wielu innych działań zmierzających do obalenia władz Polski Ludowej. Przewieziony do Warszawy na Rakowiecką, spędził w areszcie dwa lata i osiem miesięcy. Przygotowując pokazowy proces, za zgodą i aprobatą Bieruta i najwyższych władz, oprawcy z MBP stosowali wobec niego wymyślne tortury, „konwejery” (był przesłuchiwany 223 razy), karcery, głodzenie, zanurzanie w fekaliach i zastrzyki psychotropowe „na pamięć”. Biskup stał się wrakiem człowieka, zapadł na szkorbut, stracił zęby.

W dniach od 14 do 22 września 1953 r., podczas pokazowego procesu przed Rejonowym Sądem Wojskowym przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów i został skazany na 12 lat więzienia. Transmitowanej przez radio rozprawie towarzyszyły oszczercze wystąpienia „księży patriotów” i publikacje koncesjonowanych katolików (T. Mazowiecki, J. Dobraczyński).

Z więzienia, a następnie kilkumiesięcznego internowania u kapucynów Rywałdzie, biskup wyszedł ostatecznie we wrześniu 1956 r. Fizyczne i psychicznie wyczerpany, w kwietniu następnego roku powrócił do administrowania swą diecezją. W 1958 r. przeprowadził synod diecezjalny, Pomimo umorzenia śledztwa nadal spotykał się z szykanami. Gdy wiosną 1959 r. wezwał do modlitwy za katolików prześladowanych w komunistycznych Chinach, rząd PRL żądał jego usunięcia. W latach 1961-1963 r. Leonard Świderski, ekskomunikowany „ksiądz patriota” i jednocześnie TW, opublikował serię paszkwili powtarzających zarzuty z procesu, w których przypisał ponadto biskupowi rozwiązły tryb życia i handel walutami.

Ordynariusz kielecki nie zdołał powrócić do zdrowia. Zmarł po kolejnym zawale w Klinice Akademii Medycznej w Lublinie. Spoczął w krypcie swej kieleckiej katedrze.